Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Film
Ordinary Angels

W kościele odbywa się smutna uroczystość pogrzebowa. Smutniejsza tym bardziej, że swoją młodą żone i matkę żegna mąż z dwiema małymi córeczkami. Żeby tragedii było mało, to młodsza, pięcioletnia jest śmiertelnie chora i nie ma szans doczekać się na transplantację wątroby, bo jej ojciec jest niezamożnym robotnikiem, którego nie stać na ubezpieczenie zdrowotne. Mała ma raczej pewność, że za rok spotka się z mamą.
Do takiego smutnego miejsca wchodzi alkoholiczka, ubrana w różowe szpilki, skórzaną kurtkę i cekinową spódniczkę. I to jeszcze trochę zmęczona dniem wczorajszym.
Co dobrego może z tego wyniknąć? Okazuje się, że całkiem sporo i to dla wszystkich.
W roli anioła-alkoholiczki dawno nie widziana przeze mnie na ekranie Hilary Swank. Gra świetnie. Film jest niezwykle wzruszający ale jej rola na szczeście nie jest zbyt cukierkowa i ckliwie naiwna. Gra kobietę po przejściach ale taką która nie zatraciła uczuć i serca. A przebojowości jej nie brakuje. Serca widzom oczywiście skradną od razu dwie dziewczynki. Grają pięknie.
I jest to historia prawdziwa. Warto obejrzeć.
Odpowiedz
REKLAMA:



Diuna. Część druga.
Ale widowisko! Tu nie ma słabych punktów. Już pierwsze sekundy dają nam jasno do zrozumienia z czym będziemy mieli do czynienia.
Ekran jest jeszcze zupełnie czarny a głos wprowadzający wbija nas w fotel. To od dźwięku zacznijmy. Takiej potęgi dźwięku na próżno szukać w innych filmach. Tu nie ma półśrodków, wybuchy, uderzenia które widzimy na ekranie czujemy całym ciałem. Co ciekawe ścieżka dźwiękowa i podkład muzyczny mimo, że spektakularny jest minimalistyczny. Hans Zimmer tym razem nie angażuje w podkład muzyczny jak zawsze całej orkiestry plus elektroniki. Jest bardziej niby oszczędnie w wyrazie ale efekt jest niesamowity. Brawo.
No to teraz zdjęcia. I znowu klękajcie narody. jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby wymyślić taki świat i jeszcze go potrafić pokazać nam widzom, żebyśmy iluzję przebywania na Arrakis mieli zupełną. Do tego sposób charakteryzacji, gra aktorów dają nam widowisko którego długo się nie zapomni. No może Christhoper Walken trochę mnie zawiódł. Przy kreacjach jakie stworzyli Austin Butler, Dave Bautista, Stellan Skarsgard, Rebecca Ferguson, Zendaya i oczywiście Timotheee Chalamet wypadł bardzo blado i beznamiętnie. A to on przecież jest Imperatorem.
A fabuła? Uniwersalna opowieść o tym jak narzucanie złej władzy tworzy opór, jak matka dla dobra dzieci poświęci wszystko i wszystkich, jak każda absolutna władza daje niezwykłą siłę ale też i oceany bólu i zła. Ile jesteśmy w stanie poświęcić dla osiągnięcia nawet i słusznego celu. I czy warto? Ile trzeba czasu, żeby bożyszcze tłumu stało się okrutnym imperatorem?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości