27-12-2022, 11:20 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-12-2022, 07:45 PM przez redhunter.)
Chwaliłem tutaj już film z 2008r reżysera Martina McDonagh w którym główne role zagrali Colin Farell i Brendan Gleeson.
Był to film Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj. Po 14 latach reżyser sięgnął po ten aktorski duet po raz kolejny. W całkiem innym miejscu, w innych realiach zagrali znowu dwójkę przyjaciół.
Jednak tym razem otrzymujemy film zupełnie inny.
Duchy Inisherin to bardzo poetycka opowieść o małej, biednej, wyizolowanej od reszty świata społeczności. Akcja się dzieje na wysepce w 1923r. u wybrzeży ogarniętej wojną domową Irlandii. Tam każdy wie o każdym wszystko. Spotykają się codziennie w małym pubie po ogarnięciu codziennych obowiązków. Żyje tam sobie skromnie ale spokojnie dwójka przyjaciół. Starszy mentor i młodszy, wydawało by się nie do końca rozgarnięty, jego uczeń. I nagle bez podania przyczyny ten starszy zrywa wszelkie kontakty z młodszym. Jakie to zrodzi konsekwencje musicie zobaczyć już w filmie.
Jak ktoś szuka wartkiej akcji, łatwej puenty to niech sobie odpuści ten film. Tu tego nie ma.
Mamy za to rewelacyjne aktorstwo Farella ale także wybitnie tu grającego aktora drugoplanowego w roli miejscowego głupka, którego gra Barry Keoghan.
Mamy też cudowne zdjęcia, niezwykłą muzykę i klimat. To rzecz o strachu przed przemijaniem, o strachu przed zmianami, o uwikłaniu w codzienność.
Wszystko się dzieje wolno, niespiesznie, dając widzowi możliwość degustacji każdego gestu, każdej sceny i słowa.
Takie mocno niedzisiejsze kino. To pokaz tego jak prostymi środkami można zrobić wielkie kino.
Jak jeszcze ktoś się zastanawia, czy brać się za ten film to dodam, że to film reżysera Trzy bilboardy za Ebbing, Missouri.
To już powinno wystarczyć za wszelkie rekomendacje.
Podziękowali: arkady1964

