13-06-2024, 11:48 AM
Strefa interesów.
Film z niezwykłym pomysłem, gdzie grozę holocaustu i zbydlęcenie hitlerowskich oprawców obserwujemy nie widząc ani razu wnętrza obozu.
Akcja w głównej mierze dzieje się w willi komendanta obozu, która znajduje się zaraz za obozowym murem. Widzimy więc,, normalne'' codzienne rodzinne życie jej mieszkańców. Rozmowy przy obiedzie, zabawy dzieci, spotkania ze znajomymi, wypady nad rzekę, prace w ogrodzie itd.
Film praktycznie nie ma podkładu muzycznego. Non stop natomiast w tle słyszymy odgłosy obozowe. Gwizd lokomotyw, nawoływania kapo, strzały, wrzaski bitych i mordowanych ludzi. I nade wszystko ryk krematorium. Czasami jest to złowrogi pomruk ale czasami to ryk potwora który też wypluwa z siebie tumany dymu i ognia. Obraz który udało się twórcom zbudować jest przerażający. Odnoszę wrażenie, że gdybyśmy obserwowali komendanta obozu który własnoręcznie morduje więźniów, to nasza antypatia i obrzydzenie byłoby mniejsze niż w momencie kiedy widzimy jego rodzinne, codzienne życie gdy w tle non-stop słyszymy odgłosy piekła które on zbudował i któremu z upodobaniem i przekonaniem służy. Jakby ten potwór ziejący ogniem za murem pożerał nie tylko dostarczanych cały czas więźniów ale także wyżerał od środka dusze nazistów którzy mu uniżenie służą. Nawet jego żona i małe dzieci są już na usługach tego monstrum. W ich codzienne czynności wplecione są makabryczne elementy. To co w innych rodzinach jest zabawą, przyjemnością, uśmiechem tutaj staje się jakąś makabreską. Jeden mały akcent naraz potrafi odrzucić widza od ekranu. W tym filmie nie ma już ludzi. Ci których słyszymy w obozie są tylko mięsem które będzie posiłkiem dla potwora-krematorium a Ci którzy obozem zarządzają i nawet ich rodziny , mimo, że zachowują się niby jak ludzie już też nimi nie są. Jak postacie z jakichś makabrycznych baśni, wzbudzają w nas tylko obrzydzenie i przerażenie.
Film z niezwykłym pomysłem, gdzie grozę holocaustu i zbydlęcenie hitlerowskich oprawców obserwujemy nie widząc ani razu wnętrza obozu.
Akcja w głównej mierze dzieje się w willi komendanta obozu, która znajduje się zaraz za obozowym murem. Widzimy więc,, normalne'' codzienne rodzinne życie jej mieszkańców. Rozmowy przy obiedzie, zabawy dzieci, spotkania ze znajomymi, wypady nad rzekę, prace w ogrodzie itd.
Film praktycznie nie ma podkładu muzycznego. Non stop natomiast w tle słyszymy odgłosy obozowe. Gwizd lokomotyw, nawoływania kapo, strzały, wrzaski bitych i mordowanych ludzi. I nade wszystko ryk krematorium. Czasami jest to złowrogi pomruk ale czasami to ryk potwora który też wypluwa z siebie tumany dymu i ognia. Obraz który udało się twórcom zbudować jest przerażający. Odnoszę wrażenie, że gdybyśmy obserwowali komendanta obozu który własnoręcznie morduje więźniów, to nasza antypatia i obrzydzenie byłoby mniejsze niż w momencie kiedy widzimy jego rodzinne, codzienne życie gdy w tle non-stop słyszymy odgłosy piekła które on zbudował i któremu z upodobaniem i przekonaniem służy. Jakby ten potwór ziejący ogniem za murem pożerał nie tylko dostarczanych cały czas więźniów ale także wyżerał od środka dusze nazistów którzy mu uniżenie służą. Nawet jego żona i małe dzieci są już na usługach tego monstrum. W ich codzienne czynności wplecione są makabryczne elementy. To co w innych rodzinach jest zabawą, przyjemnością, uśmiechem tutaj staje się jakąś makabreską. Jeden mały akcent naraz potrafi odrzucić widza od ekranu. W tym filmie nie ma już ludzi. Ci których słyszymy w obozie są tylko mięsem które będzie posiłkiem dla potwora-krematorium a Ci którzy obozem zarządzają i nawet ich rodziny , mimo, że zachowują się niby jak ludzie już też nimi nie są. Jak postacie z jakichś makabrycznych baśni, wzbudzają w nas tylko obrzydzenie i przerażenie.

