05-07-2024, 07:54 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-07-2024, 09:53 AM przez redhunter.)
Emigranci.
Szwedzki ( w koprodukcji) film Erika Poppe z 2021r.
Historia emigracji za chlebem biednej szwedzkiej społeczności w połowie XiXw do USA.
Obraz wstrząsający. Niezwykle biedna szwedzka wieś w której dzieci umierają z głodu i rodzice decydują się na tułaczkę do ,, lepszego'' świata. Nic o tej Ameryce nie wiedzą, nie znają języka, mają dobytku tyle co w tobołkach i decydują się w obliczu głodu na pójście za nadzieją. Można sobie tylko wyobrazić co ich czeka podczas podróży i na tym wymarzonym lądzie.
Piekło którego doświadczają po części przywożą z sobą na ten inny kontynent. Niezwykła gra Sofi Hellin jako Judith, matki która jak to zwykle bywa jest podporą rodziny. Zdjęcia są niezwykle sugestywne i dobitne. Cierpienie aż wylewa się z ekranu. Mamy wrażenie jakbyśmy byli tam z bohaterami i uciekali za chlebem. Bohaterowie muszą nie tylko zmienić język, kulturę, mentalność ale także i siebie żeby przetrwać a może i zaistnieć w innym świecie. Ile oni musieli poświęcić aby ich dzieci i wnuki mogły mieć się lepiej.
Ten film też opowiada o nieoczywistej roli kościoła. Tutaj anglikańskiego. Jak potrafił być inicjatorem lokalnych społeczności które pomagały sobie nawzajem, tworzył lokalne małe ojczyzny, dodawał osadnikom otuchy i nadziei na lepsze jutro ale od razu także uzurpował sobie w sposób bardzo brutalny i nie znoszący sprzeciwu, rolę przewodnika, od którego rozkazów nie mogło być żadnych dyskusji i nieposłuszeństwa. Jednocześnie był hamulcem edukacji, rozwoju i nauki z destrukcyjnym wpływem zwłaszcza na kobiety, umniejszając ich rolę w społeczeństwie.
Szwedzki ( w koprodukcji) film Erika Poppe z 2021r.
Historia emigracji za chlebem biednej szwedzkiej społeczności w połowie XiXw do USA.
Obraz wstrząsający. Niezwykle biedna szwedzka wieś w której dzieci umierają z głodu i rodzice decydują się na tułaczkę do ,, lepszego'' świata. Nic o tej Ameryce nie wiedzą, nie znają języka, mają dobytku tyle co w tobołkach i decydują się w obliczu głodu na pójście za nadzieją. Można sobie tylko wyobrazić co ich czeka podczas podróży i na tym wymarzonym lądzie.
Piekło którego doświadczają po części przywożą z sobą na ten inny kontynent. Niezwykła gra Sofi Hellin jako Judith, matki która jak to zwykle bywa jest podporą rodziny. Zdjęcia są niezwykle sugestywne i dobitne. Cierpienie aż wylewa się z ekranu. Mamy wrażenie jakbyśmy byli tam z bohaterami i uciekali za chlebem. Bohaterowie muszą nie tylko zmienić język, kulturę, mentalność ale także i siebie żeby przetrwać a może i zaistnieć w innym świecie. Ile oni musieli poświęcić aby ich dzieci i wnuki mogły mieć się lepiej.
Ten film też opowiada o nieoczywistej roli kościoła. Tutaj anglikańskiego. Jak potrafił być inicjatorem lokalnych społeczności które pomagały sobie nawzajem, tworzył lokalne małe ojczyzny, dodawał osadnikom otuchy i nadziei na lepsze jutro ale od razu także uzurpował sobie w sposób bardzo brutalny i nie znoszący sprzeciwu, rolę przewodnika, od którego rozkazów nie mogło być żadnych dyskusji i nieposłuszeństwa. Jednocześnie był hamulcem edukacji, rozwoju i nauki z destrukcyjnym wpływem zwłaszcza na kobiety, umniejszając ich rolę w społeczeństwie.

